Monday, 15 February 2010

Zima trzyma i spowalnia mnie i demotywuje. Mimo to, powoli szydełkuję to i owo. Niedawno skończyłam łazienkowy abażur, trochę inaczej go sobie wyobrażałam na początku, a wyszedł mi inny, ale może być. Przynajmniej nie mamy już gołej żarówki, tylko coś trochę lepszego. Niestety, nie nacieszymy się nim za długo, gdyż dostaliśmy wypowiedzenie od właściciela mieszkania i musimy się stąd wyprowadzić do końca marca. Bywa. Choć szkoda nam się stąd wyprowadzać - mieszkanie jest duże i jasne i ciężko jest znaleźć coś podobnego. Zobaczymy co będzie.
The winter is still here and it slows me down and de-motivates me a lot. However, I still try to crochet some things here and there. Recently I've managed to finish my bathroom lamp-shade. When I first started making it, I had a bit different image in mind of what I want to achieve but the outcome isn't too bad, I'm relatively happy with it. Unfortunately, we won't have much time to get used to it as we've just got notice from the landlord - he wants to sell the flat and we have to be out by the end of March. It's a real shame as the flat is spacious and bright and it's quite difficult to find a similar place to rent. We'll see what happens.

***

Zamarzyłam też sobie ostatnio nową czapkę, znalazłam fajny wzór - Phannie. Niestety po zrobieniu prawie całej zdecydowałam, że wybitnie mi w niej nie do twarzy, więc sprułam, a z włóczki robię aktualnie nadgarstkowe otulacze.
Not so long time ago I wanted to make myself a new winter hat, and I found a great little pattern - Phannie. After I nearly finished it, I've decided it doesn't really go with my face and my style and I've unravelled the whole thing. I'm making a new pair of wrist warmers out of the yarn.

***
Jakiś czas temu (teraz to już pewnie z rok temu) pisałam o moim zamiarze nauczenia się malowania farbami olejnymi. Przeszłam podstawowy kurs, gdzie nauczyłam się wielu interesujących rzeczy o materiałach, technikach, kolorach i kompozycji, a teraz od czasu do czasu chwytam za pędzel i maluję sobie w moim domowych, prowizorycznym studio. Do tej pory udało mi się ukończyć dwa obrazy - jeden podarowałam mojej siostrze, która kocha słoneczniki. Mój obraz jest zatem oparty na tych Van Gogha. Drugi, to dość prosty widoczek.
Some time ago (probably about a year ago) I wrote here about my intent to learn how to paint with oil paints. I enrolled for the course where I have learnt all about materials, techniques, colours and composition and now from time to time I paint in my home, provisional studio. Till now I finished two paintings. One was for my sister - she loves sunflowers so the painting is inspired by those of Van Goghs. The other painting is just a simple landscape.

4 comments:

Moje smutki, dieta, szydelko i drutki said...

Sliczny abazur, nadaje klimatu pomieszczeniu...jestem oczarowana blogiem, piekne zdjecia, fascynujaco uchwycona architektura...bede zagladac z przyjemnoscia ;o)

hrabina said...

Abażur wyszedł bardzo, bardzo nastrojowy. Obrazy - jak dla mnie - są świetne. Gratuluje nabytych umiejętności!


Anna

Izabela said...

sloneczniki sa przesliczne, ja tez lubie te kwiaty

x

Zygfryd said...

Cieszę się, że odkryłem Twego bloga, a na nim sprawiający niezwykłe wrażenie abażur. Pięknie go zrobiłaś. Już, już chciałem podobny do swej zrobić łazienki... Jednak nic z tego, jest tam tylko boczne oświetlenie.
Będę tu wracał
Zygfryd z http:koronekczar.blox.pl